Archive for the ‘fotografia ślubna’ Category

Obiecałem wam ciąg dalszy opowieści z poprzedniego pleneru ślubnego w Dęblinie, przypomnieć tylko chciałem, że zdjęcia ślubne zakończyły się znaleziskiem – a w zasadzie trzema. Były nimi kotki trzy, porzucone maleństwa, w pobliżu torów, zabrałem do domu, nakarmiłem i zacząłem szukać dla nich dobrego domu. Ale jak tu rozstać się z takimi kuruszynkami

kotki1

kotki2

kotki3

kotki4

kotki5

Dla tego tygrysa szybko znalazłem domek – znalazł go na 4 piętrze u bardzo miłej pani. Natomiast dwa pozostałe, znane Białouszkiem i Ćlumpkiem zostały na dłużej.

A co one wyrabiały – spokojne były tylko wtedy gdy spały – jak spał jeden drugi go gryzł, bawiły się cały czas i żałuję, że mam tak mało zdjęć bo tego nie da się opisać.

kotki6

kotki7

kotki8

W międzyczasie znalazłem domek dla Białouszka – i pozostał tylko jeden, też miał być oddany ale jakoś został na trochę a potem bardzo urósł i jakoś nikt go nie chciał (żartuje oczywiście bo nie oddał bym go za nic) Nawet jeśli z niego jest wielki drań i gadzina.  Zamiast pilnować się domu to lata wszędzie, swój rewir ma – jakieś +- 60 metrów, wraca brudny, chodzi po węglu, tarza się z piachu na ulicy a potem prosto do…

kotki9

kotki10

kotki11

No i bardzo bardzo urósł, teraz to już kawał kota – tygrysa prawie. A dlaczego Ćlumpek – a bo jak śpi to sobie ćlumka pyszczkiem.

kotki12

Muszę przyznać, że na ślubie Edyty i Piotra byłem traktowany jak król, co się przecież rzadko zdarza a na ślubie najważniejsi są młodzi. Głównie to zasługa Edyty, która zawsze w każdej sytuacji miała dla mnie czas i mogliśmy ustalić wszystkie sprawy, a ponadto przedstawiała mnie wszystkim gościom. A było to tak “…. słuchajcie wszyscy to jest nasz fotograf Albert, mówi Edyta, a wszyscy na to – cześć Albert. A Albert na to cześć wszyscy…” W tym miejscu chciałem też serdecznie pozdrowić Józefa (ojca Edyty) którego znałem znacznie dłużej a dowiedziałem się, że jest jej tatą dopiero w kościele – jakież to było moje zdziwienie gdy przed kościołem wita mnie Józef.

Ślub Edyty i Piotrka dla mnie rozpoczął się trochę wcześniej, bo młodzi poprosili mnie abym zrobił im sesję narzeczeńską, dosłownie kilka zdjęć które miało za zadanie rozweselić gości i zrobić im wszystkim pamiątkę.

01

02

03

Kilka zdjęć prawda? A jakieś to jest dla mnie zdziwienie jak na następny dzień widzę pannę młoda całą w bieli, z makijażem fryzurą itp – zupełnie inna osoba, bo Pioterek to nadal Piotrek tylko w garniturze:)

Poniżej kikla zdjeć z kościoła, fajnie że młodzi się uśmiechali na ślubie :) a nie mieli minę poważnąjak na pogrzebie

04

05

06

07

Jeszcze tylko kilka zdjęć pamiątkowych w dzień ślubu

08

09

A potem zabawa do białego rana

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

No już sobie wszyscy potańczyli, światełka popuszczali (przy okazji mało się drzewo nie zapaliło) to przyszedł czas na seans filmowy

23

Nie wiem co to był za film, ale akcja była na tyle porywająca, że wszyscy patrzyli ze zdumieniem i co jakiś czas wybuchali śmiechem – pewnie to komedia jakaś była :)

24

Potem przyszedł czas na oczepiny – dopiero potem dowiedziałem się, że Piotrek wymyślił sobie coby we mnie krawatem rzucać – a nuż złapię i w ciągu roku się ożenię. Ale ja nie wzruszony, nic nie łapałem tylko aparat trzymałem :)

25

Jeszcze tylko jezioro łabędzie w wykonaniu gości, tory i koniec …

26

27

28

29

…koniec tego dnia bo został jeszcze plener, ale bardzo wyjątkowy bo z tego pleneru coś przywiozłem – ale co to było wyjaśnię na końcu

30

31

32

33

34

35

36

37

38

39

40

41

43

44

I w tym miejscu sesja plenerowa się zakończyła – a dla tych co dotrwali do końca wyjaśnię skąd tytuł “kotki trzy” Poszliśmy na most, zaczynamy robić zdjęciaa tu słychać takie popiskiwanie. Ja myślałem, że to jakieś ptaki ale Edyta pobiegła za budkę przy torach i …., no własnie zobaczcie sami co tam znaleźliźmy w porzucone w worku

45

46

Kotki trzy – małe, piękne bezbronne, tak miałczały, że ani ja zdjęic już nie mogłem robić /tak sięwzruszyłem, anie Edyta pozować nie chciała. Zabraliśmy do koszyka trzy maleństa i

47

Przygarnąłem sieroty – dosłownie biły się o mleko. Oczywiście kotki zostały u mnie ale to już inna historia.

Muszę przyznać że Ania i Andrzej zaskoczyli mnie – nawet dwa razy. Fotografowałem im ślub w maju, ale na plener zabrakło jakoś czasu i już na nich krzyżyk położyłem a tu nagle telefon. Zaczynamy sesję, w tle zabytki itp i drugie zaskoczenie Ania mówi, że suknia i tak jest zepsuta i może by wyszli trochę do wody. Jakiż błysk w oku mi się musiał pojawić, skoro na para młoda po moich słowach “no to idziemy” od razu skierowali się do samochodu. Muszę też dodać, że aparat schowałem w takim tempie jakby burza nagle się rozszalała. Podjechaliśmy w stronę wody, kawałek trzeba było przejść po piachu…

AA01

AA02

a potem woda. Na początku młodzi mówią, może byśmy tylko nogi zamoczyli ale ja bojąc się, że zrezygnują sam się rozebrałem i już z wody krzyczę do nich, chodźcie tu do mnie. Początkowo niechętnie Ania z Andrzejem weszli i delikatnie się pluskali

AA04

ale Andrzej się rozgrzał i w trakcje zabawy zamoczył Anię, a potem to już im było wszystko jedno. Jak się bawili obejrzyjcie na zdjęciach.

AA05

AA06

AA07

AA08

Monika i Łukasz pochodzą z Dęblina, znają się od bardzo dawna. Wspólnie jeździli pociągiem do szkoły itd … (tutaj przemilczam jakieś 10 lat ich życia) a resztę doczytacie tutaj u mnie :)

Monika, biedna samotna dziewczyna, szukała swojego księcia w dużym mieście zwanym Warszawą, a że miasto wielkie (stolica to w końcu) to do tego używała lornetki którą na uczelni znalazła

ML01

W międzyczasie Łukasz zażywał świeżego powietrza w ogrodzie na dachu BUW-y, chodził spacerował i los go skierował w stronę wielkiej pomarańczowej lornetki. Podszedł i przysłonił Monice cały świat

ML02

Zaczęli chodzić, spacerować, rozmawiać (na stroje nie zwracamy uwagi :) )

ML03

ML04

ML05

ML06

No i Łukasz się oświadczył

ML07

Ale Monika się wahała, oświadczyn przyjąć nie chciała, do bijatyki nawet doszło

ML08

Ale pojedynek na pięści bezapelacyjnie wygrał. Monika oświadczyny przyjęła i ruszyli już razem pod górkę w nową drogę

ML09

Jak to młode małżeństwo, na razie w wspólną drogę rowerem ruszyli :)

ML10

I pojechali, a miejsce do którego trafili nie jest zwykłym miejscem. W okolicach Warszawy jest pałac który należał do … a właśnie, że nie powiem  i tam wybrali się Monika Łukasz i ja…

ML11

ML13

ML12

Oprócz ogrodu pałacowego zadziwić każdego mogę wykwintne wnętrza, części hotelowej…

ML14

ML15

ML16

… jak i pałacowej, w której nad głową Moniki i Łukasza unosi się kula ziemska

ML17

ML19

mimo wszystko Monika i Łukasz przeżyli sesję, choć nawet ziemię mieli nad głowami

ML18

na koniec Łukasz, ostatkiem sił wyszeptał – nie mogę już, ja chce do domu :) Tymi słowami kończą i pozdrawiam najsympatyczniejszych ludzi jakich fotografowałem. Tak Moniko i Łukaszu to o was.

ML20

Poniżej zamieszczam kilka zdjęć z pleneru Oli i Łukasza. Pary której rodzice mieszkają od siebie dosłownie 2 posesje dalej. Tak sobie myślę, że to fajnie bo jak przyjadą do rodziców i będzie kiepski obiad to zawsze można pójść do drugich – może będzie coś lepszego :) Miłego oglądania

OL01

OL02

OL03

OL04

OL05

OL07

OL08

OL09

OL10

OL11

OL13

OL14

OL16

OL17

OL18

OL19

OL20

7 sierpnia miałem okazję fotografować ślub w Dęblinie – ślub Magdy i Marcina. Młodzi do kościoła podjechali karocą – a szkoda bo Marcin miał ochotę przyjechać jego cacuszkiem z drugiej wojny światowej. Niestety Magda się nie zgodziła, ale przyjechał nim przynajmniej na sesję plenerową.

MM1

MM2

Po leśnym spacerze z karabinem czas ruszyć dalej, ale motor …. :(

MM3

Zacytuje tu słowa Kubiakowej z Alternatywy 4 …długo się będziesz jeszcze z tym guzdrał …. które wspaniale pasują do sytuacji

MM4

MM5

I pojechali … tak daleko jechali, aż do Ameryki trafili :)

MM7

i Magda znalazła swoje miejsce między Theodorem Rooseveltem a Abrahamem Lincolnem

MM6

A na koniec jeszcze jeden kadr z kościoła św. Piusa V w Dęblinie – dosyć nowy kościół – mnie się bardzo podobał. Moje oczy widziały wnętrze po południu, ale miejscowi powiadają, że rankiem jak wstaje słońce jest jeszcze piękniejszy. Muszę tam się jeszcze kiedyś wybrać.

MM8

31 lipca miałem okazję fotografować ślub Moniki i Arka. Zaczną od początku, Monice poleciła mnie znajoma nauczycielka angielskiego – Basia. A z Moniką spotkałem się dopiero 2 dni przed jej ślubem. Reportaż zaczęliśmy od przygotowań i od razu przyznam, dawno nie widziałem takiej fajnej atmosfery w domu, dla fotografa sama przyjemność. Ale to jeszcze nic, w trakcje ceremonii zaślubin nigdy nie spotkałem jeszcze tyle pozytywnych emocji, radości i wzruszenia. Mam nadzieje, że widać choć ułamek z tych emocji na zdjęciach, miłego oglądania. A na bonusik zapraszam na plener i kilka cennych uwag dla posiadaczy Nikona.

MA01

MA02

MA03

MA04

MA06

MA07

MA08

MA09

MA10

MA11

MA12

MA13

MA14

MA15

MA16

MA17

A tu obiecany bonusik i kilka recept co zrobić jeśli zmierzch przychodzi zbyt szybko. Plener zaczęliśmy normalnie czyli koło 17 – wiadomo słońce nisko, można kontrolować światło – cień itp. Czyli jak ja to mówię: “zdjęcia wychodzą same :)

MA19

MA18

MA20

MA21

Poniżej Państwo młodzi i ich świadkowie – dojechali późno ale lepiej późno niż wcale :)

MA23

Patrząc po ich zainteresowaniu myślę, że czas kończyć zdjęcia :)

MA22

A teraz obiecanych kilka wskazówek. Co zrobić zaraz po zmroku – jak wykonać zdjęcie. Oczywiście wiadomo jak – możemy podłączyć lampę, palnik na wprost i cyk – jest. To jeden sposób, drugi to zdjęcia nocne, w mojej galerii jest ich dużo. zazwyczaj korzystam wtedy z długiego czasu naświetlania. Można też wykorzystać wysokie czułości aparatu.  Jak widać dla pełnoklatkowego nikona D700 czułość ISO 2000 nie jest problemem, w zasadzie to nawet 3200 też nie jest probleme. Mając do dyspozycji tak wysokie ISO i jasny obiektyw można bez problemu robić zdjęcia po zmroku – ja to nazywam “łapanie światła zza horyzontu”. Jedna uwaga Nikon D700 przy takich czułościach potrafi się pomylić przy podpiętym obiektywie Nikon AFD 85 mm F1.4 – po prostu trzeba się pilnować. Rozwiązaniem jest wersja AFS – w tym przypadku użyłem Nikon AFS 50 mm F1.4

MA24

MA25

No właśnie co mają wspólnego sianokosy i plener ślubny – w zasadzie to nic :) ale kto zabroni pannie młodej pracować w polu w sukni ślubnej – jeśli lubi to niech chodzi. A na poważnie to nawet jak się własnego pola nie ma to zawsze możne skorzystać z cudzego. Tak zrobili Ewelina i Grzesio, szukali szukali aż w końcu znaleźli. Tym razem dosłownie kilka kadrów z pleneru.

EG1

EG2

Nie ma co ukrywać, że mój blog trochę podupadł, ostatnie aktualizacja była …. lepiej nie wspominać, ale teraz myślę, że wynagrodzę wszystkim 5 miesięcy nudy. Zaczynam powoli od ślubu Pauliny i Łukasza. Co mnie w nich urzekło? panna młoda – dlaczego, bo każde jej ustawienie ciała, nawet palców u ręki było jak poza modelki. Fotografowanie to sama przyjemność i wszystko byłoby dobrze gdyby nie oberwanie chmury które nas przegoniło. Plener trwał raptem 50 minut – no cóż widocznie Paulinie nie pisane było zostać modelką :( Nie mniej jednak kilka zdjęć udało się wykonać, co było nie lada sztuką bo sesja plenerowa była w Kazimierzu Dolnym w trakcie Festiwalu Dwa Brzegi.

PL1

PL2

PL3

PL4

PL5

PL6

Dziwnym trafem Ania i Paweł miech jednocześnie pecha i szczęście. Ślub 10 lipca – plener 12 – wszystko ładnie, na miejsce wybrali sobie Muzeum Wsi Lubelskiej czyli jednym słowem plener ślubny Lublin. Jedziemy a tu zamknięte – nie wiadomo dlaczego. No i cóż było robić, chwila zastanowienia i jest – Kozłówka obok Lubartowa. Wg mnie był to strzał prosto w dziesiątkę, Ani i Pawłowi też się bardzo podobało, więc postanowiłem się z wami podzielić kilkoma ujęciami.

IMG_236_3

IMG_233

IMG_349_2

IMG_345

Gdy słońce schowała się już za drzewami, i wydawało się, że zdjęć już nie będzie to dla nas wcale nie było koniec, to w zasadzie dopiero połowa:)

IMG_281_2

IMG_272_2

i już na sam koniec takie bonus – już dawno po zachodzi słońca bo godzina 21:20 była zdjęcia w polu – czary to jakieś czy co, na zdjęciach jest jaśniej niż w rzeczywistości było

IMG_389