Fotograf powinien kochać swoją pracę, jeśli zaczyna go nudzić, to znaczy, że trzeba rzucić wszystko i zacząć robić coś innego. Mnie taki stan jeszcze nie dopadł – co więcej, ja coraz bardziej kocham fotografię, fotografia ślubna ma to do siebie, że przynajmniej raz w życiu każdy może popozować. Praca w rożnym miejscach dla fotografa to nowe wyzwania, ale przede wszystkim nowe możliwości sprawdzenia się. Czy to Warszawa, czy Radom, czy Lublin zawsze coś nowego (Lublin nie jest mi przecież obcy bo tu studiowałem). Jednak od czasu do czasu można trafić i w mniejsze miejscowości, czego przykładem był ślub Sylwii i Michała. Ich orszak weselny zatoczył spore koło, przejechaliśmy obok Zalewu Zemborzyckiego i trafiliśmy właśnie do kościoła z Zemborzycach – kościół… no właśnie – sami zobaczcie jaki



Ksiądz – całkiem spoko, mimo wszystko aby nie zapomnieć na karteczce zapisane ma harmonogram

Szybka przysięga, potem obrączki i ….

jeszcze tylko sprawdzić czy na pewno to nasze papiery i załatwione teraz jesteśmy Pan i Pani

Sylwia i Michał chcieli abym zdjęcia plenerowy zrobił także w Lublinie – w Muzeum Wsi Lubleskiej – popularnie zwanym skansenem. Chcieli abym to ja zaskoczył ich zdjęciami, a to Oni mnie ciągle zaskakiwali. A to dlatego, że Michał tylko z pozoru wygląda na poważnego dorosłego faceta, twierdzę tak bo… zresztą zobaczcie sami

na poprzednim zdjęciu pan młody poważny i skoncentrowany ale po chwili…


latał, biegał aż się zmęczył i w chatce odpocząć się zachciało panu młodemu

ostatni łyk przed przed nocą poślubną
a łóżko już przygotowane
:)

a po “odpoczynku” spacer – i znowu Michał mnie zaskoczył swoją pomysłowością i humorem – swoją drogą nie wpadł do tej wody ale mało brakowało

jeszcze tylko Michał pokazał wszystkim, gdzie żonę zamykać będzie – oczywiście jeśli zasłuży
)

Ale to wszystko przecież był żart, Michał i Sylwia bardzo się kochają i jak widać na ostatnim zdjęciu wspólnie ruszyli na nową drogę życia.
