Nareszcie jest, tyle oczekiwania i przygotowań ale stało się, rusza mój blog – miejsce w którym mogę zamieszczać zdjęcia i tekst, znaczy przelewać będę na stronę to, co mi ślina na język przyniesie. Narazie skromnie czuję, że zaglądać będę tu częściej. Zaczynamy od tradycji, czyli coś co stało się prawie obrzędem – zamiast wigilii na siłowni corocznie urządzane są zawody siłowe. W pierwszych brałem udział, w drugich tylko kibicowałem, a obecne trzecie, też kibicowałem ale bardziej aktywnie – oczywiście z aparatem w ręku.
Zaczęło się jak zwykle od ważenia zawodników i losowania numerków startowych. Maszyna losująca jest nie do zdarcia – 3 rok i nadal nikt nie wie na jakiej zasadzie działa.

Oczywiście nad wszystkim czuwa “bezstronna” komisja sędziowska.

Zawody zostały podzielone na 2 kategorie – damską i męską. Żeby nie było, że same chamy do Gryfitu chodzą to jak przystało na gentelmenów kobiety rozpoczęły…. Aż widać zapał i determinację.

Skupienie na twarzach widać gołym okiem. Kolejna z uczestniczek obserwuję konkurencję. Ciekawe co teraz myśli (pewnie zastanawia się jak tu pozbyć się po cichu rywalki) – na szczęście komisja ma wszystkich na oku – wielki brat czuwa

Teraz do walki wkracza Basia – przygotowana pod każdym względem, zielony kamuflaż, kaptur aby nikt jej nie poznał no i oczywiście kolorowe paznokcie.

No i jazda, komisja obserwuje, rywalki liczą na podknięcie ze strony Basi …

Basia się nie poddaje, Pan Witek asystuje, jakby nie dała rady to Pan Witek pomoże, w końcu i tak miał dziś plecy robić

Kolejne z serii wielkiej koncentracji – w tle zaciśnięte kciuki uczestników.

Czy te zdjęcie wymaga jakiegokolwiek komentarza? Chyba wszyscy rozumieją przesłanie. Nie ma to jak upór kobiety, żyła jej pęknie ale da radę. No i dała wygrała w kategorii kobiet. Brawa dla Basi Z.

Następnie przyszedł czas na mężczyzn. Zawody rozpoczęły się skromnie od młodzików, jeden za drugim podchodził, podnosił, czasami ostatkiem sił, komisja patrzyła …

I wszystko skrupulatnie notowała.

Kolejni zawodnicy podchodzili, Pan Witek sprężał się jak tylko mógł, zdejmował i dokładał ciężary i wszystko byłoby po staremu wg regulaminu. Ale w głowie Michała (dla niewiedzących on właścicielem klubu jest) zrodził się szalony plan. Michał przegonił Rafała z kolejki i …

Ze stoickim spokojem, nie zważając na protesty sędziów wepchał się w kolejkę.

Nałożył na sztangę ciężarki (chyba dużo tego bo Irek aż się w głowę drapie) a sztanga pod ciężarem aż się ugięła, usiadł na ławeczkę, chwila na modlitwę … Siła jest Bogiem, Trening … itd i…

JAZDA z tym KOKSEM

Wszyscy są w szoku a Michał krzyczy “A nie mówiłem że pójdzie 200″

Skoro Michał może to i Ja spróbuje, rzecze Pan Witek. Czy ktoś ma jakieś wątpliwości? Mina Pana Witka wyleczyła z pytań kolejnych uczestników.

Pan Witek zawziął się okrutnie, próbował, zrobił mostek potężniejszy niż most Brooklin-ski ale dał radę. Uff zaliczone.

Na to Grzesio sobie myśli, kurcze ja im wszystkim pokaże tak w kolejkę się wpychać,

No i pokazał, napocił się chłopak okrutnie ale wygrał te zawody. Brawo dla Grześka.

Na tym kończy się ta relacja. Na rozdaniu nagród nie byłem, siła wyższa ale protokoły z zawodów zostały wszystko jest do udowodniania.